Barbara Ryży – Kameralnie o kameralistyce

10 lat Międzynarodowego Festiwalu Ensemble im. Księżnej Daisy w Książu 

Minęła dekada, od kiedy na Zamku Książ w Wałbrzychu rozbrzmiewa od wielu lat niesłyszana muzyka mistrzów, godna książęcych sal i komnat.

W sierpniu 2004 roku otwarto uroczyście wielkim koncertem inauguracyjnym Międzynarodowy Festiwal Muzyki Kameralnej im. Księżnej Daisy, połączony z Kursami Interpretacji Muzyki Kameralnej. Pomysłodawcą i założycielem Festiwalu był Marek Markowicz – postać niezwykła, barwna, wielowymiarowa, muzyk Filharmonii Olsztyńskiej i Opery Krakowskiej, człowiek, którego zamiłowania, pasje i umiejętności objawiały się w wielu dziedzinach. Marek Markowicz był nie tylko artystą, lecz także urodzonym organizatorem. Kiedy więc wymarzył sobie utworzenie festiwalu w miejscu swojego urodzenia, na Dolnym Śląsku,kiedy zapragnął, by muzyka kameralna powróciła do swego naturalnego wnętrza – pałacu, tak też się stało. Od 10 lat nieprzerwanie w letnie, sierpniowe miesiące na Zamku Książ spotykają się wybitni muzycy, profesorowie i studenci z Polski i ze świata, by dzielić się radością wspólnego muzykowania z oczekującą na nich każdego roku wierną publicznością.

Formuła Festiwalu Ensemble i Kursów Interpretacji Muzyki Kameralnej nie była powszechnie znana zarówno w Polsce, jak i w Europie. Została przejęta ze Stanów Zjednoczonych, gdzie od lat cieszy się wielkim powodzeniem. Jej zasada jest prosta – dlatego doskonała. Organizatorzy zapraszają na Festiwal wybitnych muzyków, znanych członków zespołów kameralnych oraz wybrane grono studentów, zainteresowanych rozwojem nie tylko swych umiejętności warsztatowych, lecz przede wszystkim doskonaleniem muzycznego wyrazu artystycznego. Na codziennych, wielogodzinnych próbach przygotowują wybrany wcześniej repertuar. Ukoronowaniem wspólnej pracy są koncerty profesorów i studentów, które stały się od początku istnienia Festiwalu wydarzeniem kulturalnym miasta i regionu.

Główną wartością owej formuły jest możliwość współpracy, wymiany myśli, wzajemna inspiracja, fascynacja, kreacja, czyli elementy, które zawarte są w jednym słowie – sztuka. A wszystko w kameralnej atmosferze z muzyką kameralną w roli głównej.

Wspólne muzykowanie zaciera różnice między profesorami a studentami. Razem poszukują najlepszej interpretacji utworu, jego właściwego brzmienia, tonu, barwy, razem dyskutują, czasem się spierają. Powoduje to, że stają się oni równorzędnymi partnerami, których łączy zamiłowanie do muzyki kameralnej. To jeden z fenomenów tego Festiwalu, na który zjeżdżają tak znakomici i wyjątkowi artyści, jak Roman Totenberg, Bruno Canino, Bartłomiej Nizioł, Dominika Falger, Paul Gulda, Szymon Krzeszowiec, Mats Lidström czy z młodszej generacji Agata Szymczewska i Jakub Jakowicz.

Wszyscy podkreślają przyjazną i serdeczną atmosferę, dzięki której czują się jedną wielką międzynarodową rodziną. Te rodzinne relacje są wpisane w Festiwal niejako naturalnie. Kiedy dwa tygodnie przed rozpoczęciem II Festiwalu zmarł Marek Markowicz, rodzina postanowiła podjąć wyzwanie i kontynuować jego dzieło. Syn Marcin, skrzypek, kompozytor, absolwent Akademii Muzycznej w Warszawie, przebywający wówczas na podyplomowych studiach u światowej sławy skrzypka Romana Totenberga w Bostonie, przejął obowiązki dyrektora artystycznego Festiwalu. Siostra Anna, w owym czasie studentka Akademii Teatralnej w Warszawie, i narzeczona Marcina Katarzyna Praszkier, studentka historii sztuki w Warszawie, dziś Katarzyna Markowicz, dyrektor Festiwalu, podjęły się organizacji całości. Barbara Markowicz, żona twórcy Festiwalu, wraz z przyjacielem Marka Zbigniewem Czopem zajęła się założoną przez niego wcześniej Zakopiańską Akademią Sztuki.

Niezwykła to rodzina, w której życie wpisana jest sztuka. Kim był i jaki był Marek Markowicz – twórca, założyciel i dobry duch Festiwalu w Książu?

Wieczny Wojownik

Ojciec Marka Markowicza mieszkał na Kresach, w Stanisławowie. Po rozpoczęciu II wojny światowej majątek zlikwidowano, a ludzi wywieziono na Syberię. Franciszkowi, ojcu Marka, udało się uciec. Przeszedł na piechotę setki kilometrów. Po zakończeniu wojny zamieszkał w Mieroszowie niedaleko Wałbrzycha. Wkrótce dołączyła do niego reszta rodziny. Tam w 1948 roku urodził się Marek, a później brat Paweł i siostra Hania.

Ojciec Marka, organista, rozmiłowany w muzyce, pragnął, by syn otrzymał solidne wykształcenie muzyczne. Posłał go do Szkoły Muzycznej w Wałbrzychu. Po jakimś czasie rodzina przeprowadziła się do Zakopanego. Marek dokończył edukację muzyczną  w klasie kontrabasu w Krakowie. Młodsze dzieci również uczyły się gry na instrumentach – Paweł na wiolonczeli, a Hania na flecie.

Marek oprócz Szkoły Muzycznej ukończył Technikum Hotelarskie w Zakopanem. Kochał to miasto i kochał góry. I wracał tam zawsze, kiedykolwiek mógł.

Późniejsze losy zawiodły go do Olsztyna. Pracując w Filharmonii Olsztyńskiej, zaprzyjaźnił się z wiolonczelistą Markiem Wierzbickim, bratem swojej przyszłej żony Barbary. Ich rodzina również pochodziła z Kresów, z Wołynia, i była niezwykle muzykalna.

Dziadek Barbary Jan Wierzbicki miał trzynaścioro rodzeństwa – wielu z nich było muzykami. On sam grał na skrzypcach, a także, mając piękny głos, śpiewał przez krótki czas, zaraz po zakończeniu wojny, w Operetce w Lublinie. Z zawodu był dentystą, nie potrafił jednak żyć bez muzyki, która towarzyszyła mu zawsze. Całe życie śpiewał w chórze kościelnym. Trójka jego dzieci otrzymała wykształcenie muzyczne. Basia uczyła się gry na fortepianie, Marek na wiolonczeli – przez 15 lat był koncertmistrzem wiolonczel w Filharmonii Meksykańskiej, a później koncertmistrzem w Aguascalientes; Piotr na skrzypcach – od wielu lat pracuje w Teatrze Muzycznym we Freiburgu.

Marek Markowicz w latach 90. otrzymał atrakcyjny kontrakt do Opery w Kapsztadzie w RPA. Nie skorzystał. Postanowił, że zostanie w kraju. Był wtedy pierwszym kontrabasistą w Operze Krakowskiej, z którą jeździł na koncerty po całym świecie. Zawsze się cieszył, gdy wracał. W Polsce czuł się najlepiej. Uwielbiał góry – przeszedł je całe, sam, z przyjaciółmi, z rodziną. Był zapalonym wędrowcem, pierwsze punkty na górską odznakę turystyczną PTTK zaczął zbierać w wieku 13 lat. Był też taternikiem i narciarzem, od 1983 roku członkiem wspierającym Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Oglądam album ze zdjęciami z tego okresu i widzę przystojnego, szczupłego, długonogiego młodzieńca – w górach, na górach, pod górami. Zawsze „w akcji”, zawsze uśmiechnięty, zawsze w grupie, w otoczeniu kolegów i przyjaciół.

Wszechstronna i wielowymiarowa była jego natura. Marek Markowicz cenił także uroki samotności. Wyciszał się, łapał równowagę w samotnych rejsach po jeziorach mazurskich, które przepłynął wszystkie, mając w kieszeni licencję sternika morskiego. Aby dopełnić obraz, dodam, że był myśliwym i bartnikiem – w letnim domku pod Krakowem miał pasiekę, którą zajmował się z pasją i wielką znajomością tematu.

W 1979 roku urodził mu się syn Marcin, a w 1984 córka Anna. W połowie lat 90. Marek Markowicz odszedł z Opery Krakowskiej i zaczął pracować w Klubie Dziennikarzy „Merkuryusz” w Krakowie, organizując tam życie muzyczne. Jednocześnie grał w założonym przez siebie zespole muzyki kameralnej La Rosa. Wypadek samochodowy i złamana w trzynastu miejscach ręka przesądziły o jego dalszej karierze muzyka. Nie załamał się. Poczuł żyłkę organizatorską i z właściwą sobie pasją zorganizował w 1996 roku Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Rodziny Grobliczów. Rok później, w 1997, utworzył Zakopiańską Akademię Sztuki, która do tej pory działa nieprzerwanie. Jej celem są międzynarodowe kursy interpretacji muzycznej połączone z kształceniem młodych przez inne sztuki.

Synteza sztuk była dla Marka Markowicza najtrafniejszą formułą Akademii. Tak oto mówił o niej: „Na zajęciach Akademii chcemy udowodnić, że muzyka nie jest odrębną dziedziną sztuki. Powstała ona w określonym miejscu i czasie. Dlatego warto wiedzieć, co wtedy się działo w innych dziedzinach sztuki”. Do zakopiańskiego projektu udało mu się pozyskać znakomitych profesorów, światowej sławy muzyków i artystów – Romana Totenberga, Paula Guldę, Roberta Szredera, Jadwigę Gadulankę, Tomasza Strahla i Andrzeja Bauera. Jak udawało mu się pozyskiwać tej klasy artystów do nieznanego w owym czasie muzycznego projektu?

„Tata miał dużo uroku w sobie – mówi Marcin Markowicz – potrafił zjednywać ludzi. Nie było dla niego rzeczy niemożliwych. Kiedy zapragnął, by Roman Totenberg przyjechał do Zakopanego, po prostu do niego napisał. I on przyjechał. Tata był jak wulkan, ciągle w ruchu, zawsze w pośpiechu, był typem wojownika, który nigdy się nie poddaje, ciągle prze do przodu. Zwalniał w górach. Jedynie kiedy czytał, wydawał się w bezruchu, a czytał mnóstwo, wprost pochłaniał książki, z przeróżnych zresztą dziedzin”.

Zakopiańska Akademia Sztuki rozwijała się w najlepsze, a Marek Markowicz dalej szukał nowych wyzwań. Od lat marzył, by zorganizować cykliczne wydarzenie muzyczne w miejscu, którym był oczarowany – na Zamku Książ. Długo trwała realizacja marzeń. Wreszcie się udało. Pierwszy Międzynarodowy Festiwal Kameralistyki na Zamku Książ połączony z Kursami Interpretacji Muzyki Kameralnej odniósł sukces. Marek Markowicz ze zdwojoną energią rozpoczął intensywne przygotowania do II Festiwalu. Los nie pozwolił mu go doczekać. 5 sierpnia 2005 roku, w 28. rocznicę ślubu, odszedł Wieczny Wojownik do lepszego świata, pozostawiając dobrą pamięć, dwa festiwale i swą duszę w nich zawartą.

Historia Festiwalu

Honorowym gościem I Festiwalu był Roman Totenberg, legenda muzyki XX wieku, światowej sławy skrzypek polskiego pochodzenia, profesor Konserwatorium w Bostonie, wychowawca wielu wybitnych skrzypków, w tym Marcina Markowicza, którego zaprosił do siebie na podyplomowe studia, o arując mu stypendium swego imienia. Kiedy przyjechał do Książa, miał 92 lata i energię równą swoim studentom. Był zachwycony Festiwalem i miejscem, w którym się odbywa. W jednym z wywiadów powiedział: „Bardzo dobrze stało się, że rozpoczął się tutaj festiwal. To znacznie podniesie prestiż miejsca. Śmiejemy się nawet, że każdy wielki festiwal na świecie zaczynał się w taki nieśmiały sposób. Zawsze na początku jest tylko kilku profesorów i uczniów. Sukces przychodzi potem”.

Na specjalnym koncercie z udziałem Mistrza wykonano Trio fortepianowe C-dur Johannesa Brahmsa. Artyście towarzyszyli na fortepianie Paul Gulda, a na wiolonczeli Nikolaj Gemaletdinov. Dopełnieniem wieczoru był pokaz filmów o profesorze Totenbergu.

Był to ostatni pobyt artysty w Polsce. Zmarł w 2012 roku w wieku 101 lat. Do końca był w stałym kontakcie z organizatorami Festiwalu, przekazując im swój zachwyt i poparcie. W jednym z listów napisał: „Festiwal jest natchniony w ramach cudownego zamku i jest wyrazem wielkiej kultury tego czasu. Młodzi artyści muzycy są uduchowieni współpracą z profesorami światowej sławy i piękną okolicą, gdzie mogą mieszkać i współtworzyć. Życzę powodzenia tak zasłużonej i pięknej organizacji”.

Trzon naukowy i artystyczny Festiwalu i Kursów stanowią nieprzerwanie od 10 lat Szymon Krzeszowiec i Piotr Janosik – członkowie Kwartetu Śląskiego uznawanego za jeden z najwybitniejszych polskich kwartetów smyczkowych, wykładowcy Akademii Muzycznej w Katowicach. Lubią to wspólne nauczanie i koncertowanie i choć pracuje się tu bardzo dużo, nie wyobrażają sobie, że mogliby tu nie przyjechać. „Z wielką przyjemnością tu powracam – mówi Szymon Krzeszowiec – a pobyt na Zamku Książ jest dla mnie zawsze wyjątkowym przeżyciem, nie tylko artystycznym”.

I oczekuje się ich każdego roku z radością i nadzieją na kolejne przeżycia artystyczne, których dostarczają swą mistrzowską grą. Obaj muzycy są stałą wartością Festiwalu, podobnie jak Paul Gulda związany z Festiwalem od początku.

Ten wybitny pianista, dyrygent i kompozytor jest niezwykle wyrazistą postacią. Publiczność go uwielbia, również studenci, którzy poszliby za nim w ogień, choć są też i tacy, którzy czasem obawiają się jego błysków w oczach i niespokojnego charakteru. „Paul Gulda jest wspaniałym nauczycielem, bardzo oddanym pracy ze studentami – mówi dyrektor artystyczny Festiwalu – Marcin Markowicz. To mocna osobowość z silnie określoną wizją, co nie przeszkadza, że można z nim grać po raz piętnasty Kwintet Schumanna, a on za każdym razem będzie szukał sedna sprawy”.

Jego ekspresyjne, bardzo subiektywne granie magnetyzuje, wstrzymuje oddechy, przyspiesza bicie serca słuchaczy. Ale Gulda to także samotnik, marzyciel, subtelna rozedrgana osobowość, którą dobrze wyczuwa publiczność, ofiarowując mu po każdym koncercie, w podzięce za wspólnie przeżywane emocje, długo niemilknące brawa. Atrakcją pierwszego Festiwalu był występujący gościnnie zespół instrumentów dętych blaszanych – Kapela Zamku w Rydzynie, wizualną zaś pojawienie się na Zamku Księżnej Daisy, która – jak powszechnie wiadomo – nadal w nim mieszka; tym razem ukazała się pod postacią Anny Markowicz w czasie realizacji filmu dokumentalnego o ostatniej właścicielce Zamku, reżyserowanego przez Dagmarę Drzazgę.

Wielki egzamin

II edycja Festiwalu poświęcona została pamięci jego twórcy i pierwszemu dyrektorowi Markowi Markowiczowi. Na tablicy pamiątkowej napisano „…Oby muzyka, którą ukochał, na zawsze rozbrzmiewała na Zamku Książ”.

I zabrzmiała w komnatach i salach piękna muzyka kameralna w dominujących tego roku tonacjach molowych. Wszystkim zapisał się w pamięci Kwartet nr 2 skomponowany przez Marcina Markowicza specjalnie dla ojca. „Chciałem mu zrobić niespodziankę, podziękować za założenie tego Festiwalu, który jest taki wyjątkowy i niespotykany w Polsce. Planowałem pokazać mu gotowy kwartet, koledzy muzycy byli przygotowani, wiedzieli, że piszę. Zacząłem komponować w kwietniu w Bostonie. Pierwsza część pogodna, radosna. I nagle w maju przyszła informacja o chorobie taty. Natychmiast wróciłem do Polski. Treść kompozycji Kwartetu zmieniła się diametralnie, była tragiczną i bolesną historią choroby taty. Skończyłem pisać pod koniec lipca. Nadal trzymałem to jako niespodziankę. Ciągle wierzyłem, że tata dojedzie do Książa i usłyszy dedykowany mu utwór. 4 sierpnia jakieś przeczucie kazało mi dać mu partyturę do ręki. Wziął, przeczytał, bardzo się wzruszył. Następnego dnia odszedł na zawsze”.

Dwa tygodnie później na festiwalowym koncercie w Sali Maksymiliana odbyło się prawykonanie Kwartetu nr 2. Zawarte w muzyce emocje – miłość, ból, wyzwolenie i nadzieja – zahipnotyzowały słuchaczy, którzy długo po wybrzmieniu ostatniej nuty pozostali w głębokiej ciszy i skupieniu, zanim zerwała się burza braw i owacji.

Festiwal był wielkim egzaminem dla trojga młodych ludzi, którzy tak nieoczekiwanie przejęli odpowiedzialność za jego realizację. Dali radę. Wszyscy wspomagali ich, jak mogli – profesorowie, studenci, władze miasta i Zamku. „Obecność Kasi była nieoceniona – mówi Anna Markowicz – wiedziała, co i jak trzeba zrobić, do kogo zadzwonić, co powiedzieć. Wszyscy byliśmy niedoświadczeni, nie wiedzieliśmy niczego. Nie było wiadomo, jaki jest budżet Festiwalu, nie znaliśmy ludzi. Tata całą organizację Festiwalu miał w swoim komputerze i notesie, do których nas nie dopuszczał. Był uparty, do końca wierzył, że otworzy II edycję. Kiedy więc stało się inaczej i przystąpiliśmy do działania, mimo tragicznej sytuacji bywały czasem sytuacje humorystyczne. Pamiętam, jak otworzyłam notes taty i zaczęłam dzwonić do ludzi, pytając, kto jest kim i jak nam może pomóc. To, że tyle ludzi nam zaufało, było niesamowite”.

Udany koncert inauguracyjny był pierwszym sprawdzianem, że warto było podjąć ryzyko, był nagrodą za wszystkie stresy i nieprzespane noce, dowodem, że zaufanie, którym zostali obdarzeni, zaowocowało.

Dwa kolejne festiwale robili, ucząc się na własnych błędach, poprawiając, zmieniając, wymagając od siebie i innych coraz lepszych i doskonalszych form działania. Pamiętali nauki ojca, który zawsze powtarzał – „nie siedźcie, idźcie, róbcie, nie bójcie się”. 

Robili – jak mogli i potrafili najlepiej – wspierani przez wszystkich, którzy również chcieli, by Festiwal istniał i rozwijał się. 

Do grona profesorów dołączyła skrzypaczka Dominika Falger z Uniwersytetu Muzycznego w Grazu, koncertmistrz grupy II skrzypiec sławnej orkiestry Wiener Symphoniker, którą zachwyciła unikatowa formuła Festiwalu. Przyjechał także altowiolista Piero Massa z Matery, profesor Conservatorio di Matera, koncertujący muzyk, współpracujący swego czasu ze słynną operą La Scala, urodzony neapolitańczyk. Jego radość życia i pozytywne wibracje słychać w muzyce, którą gra z miłością, ekspresyjnie, sugestywnie, mocno. Kameralistyki uczył się u muzyków legendarnego kwartetu Amadeus, teraz przekazuje swą wiedzę i doświadczenie studentom, robiąc to z pełnym zaangażowaniem i oddaniem. Przed IV edycją dokonano niewielkiej z pozoru, lecz znaczącej zmiany nazwy Festiwalu na Międzynarodowy Festiwal Kameralistyki Ensemble im. Księżnej Daisy. Dyrektor artystyczny Marcin Markowicz tłumaczył tę zmianę wyjątkową atmosferą przyjaźni i rodzinności na Festiwalu, którą tworzyli nie tylko studenci i profesorowie, lecz także publiczność. „Ponieważ istotą Festiwalu jest zespół – rozumiany bardzo szeroko – to chcemy, żeby nasza publiczność też czuła się częścią Festiwalu, dlatego zdecydowaliśmy się nadać naszemu wydarzeniu nazwę Ensemble, co po francusku znaczy «razem», «zespół»”.

Ustalono, że sposób doboru repertuaru festiwalowego będzie opierał się głównie na kalendarzu rocznicowym wybitnych polskich i światowych kompozytorów. Na IV Festiwalu skoncentrowano się na twórczości Karola Szymanowskiego, którego rocznica urodzin i śmierci przypadała w roku 2007. Na innych Festiwalach swoje rocznice obchodzili Mozart, Schumann, Szostakowicz, Mendelssohn, Schubert.

Przybywało studentów, przybywało publiczności. Barokowa Sala Maksymiliana nie mieściła coraz większej liczby chętnych. Dostawiane krzesła wychodzą już na korytarz, a ulubionym miejscem studentów stały się schody, na których jak w am teatrze słuchają koncertujących kolegów i profesorów.

Przełomowy Festiwal

O tym, żeby do Książa przyjechał światowej sławy skrzypek, koncertmistrz opery w Zurychu, laureat wielu prestiżowych konkursów skrzypcowych, symbol polskiej wiolinistyki młodego pokolenia – Bartłomiej Nizioł, dyrektor artystyczny Festiwalu marzył od lat. „Nie przypuszczałem, że się zgodzi, byłem nieznanym mu młodym skrzypkiem, Festiwal dopiero się rozwijał. Kiedy więc powiedział, że przyjedzie za dwa lata, nie wydawało mi się to odległym terminem dla mistrza tej klasy, co on. Cieszyłem się, że się zgodził. Na V jubileuszowym Festiwalu pojawił się jeden z najbardziej skromnych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałem, bezproblemowy, koleżeński, otwarty, serdeczny, nie gwiazda, a przecież gwiazda najwyższych lotów. Byliśmy szczęśliwi, że tak doskonale «wgrał się» w charakter i atmosferę naszego Festiwalu”.

Bartek Nizioł, bo tak wszyscy tutaj o nim mówią, przyjechał do Książa nie tylko zagrać na inauguracyjnym koncercie, lecz poprowadzić mistrzowskie kursy interpretacji. Wszyscy są zachwyceni jego cudownym, szczerym graniem, a studenci pracą z nim, która – jak mówią – idzie szybko, bo „Bartek ma taką siłę, tak sugestywnie gra, że prowadzi wszystkich, my słuchamy go uważnie i za nim idziemy”. On sam przyznaje, że Festiwal to niesamowita sprawa, że robi się tu rzeczy niezwykłe. I wraca tu każdego niemal roku oczekiwany gorąco jako artysta, profesor i przyjaciel. 

Kolejnym przełomem Festiwalu było pojawienie się tego roku aktorów Teatru Narodowego w Warszawie. Katarzyna, Anna i Marcin Markowiczowie od dawna planowali wzbogacenie formuły Festiwalu o pokrewne muzyce kameralnej działania teatralne, których podstawą jest tworzenie dzieła artystycznego w interakcji z publicznością.

Patronem warsztatów aktorskich jest Jerzy Grzegorzewski, wieloletni dyrektor Teatru Studio w Warszawie i Teatru Narodowego. Katarzyna Markowicz, związana rodzinnie z Jerzym Grzegorzewskim, już kiedy zmarł w 2005 roku, myślała o tym, by uczcić jego pamięć i dorobek artystyczny przez zaproszenie do Książa najbardziej cenionych przez mistrza aktorów. Pomysł udało się zrealizować trzy lata później. Na V Festiwal przyjechali Beata Fudalej, Zbigniew Zamachowski i Wojciech Malajkat. „Na początku byli nieufni – mówi Katarzyna Markowicz – przyjechali na hasło «Grzegorzewski», prowadzeni sentymentem i miłością do swojego mistrza. Beata Fudalej, której kreacje aktorskie podziwiałam i która wydawała mi się tak nieosiągalna, jak Bartek Nizioł dla Marcina, nie chciała słyszeć o wyreżyserowaniu czegokolwiek w tak krótkim czasie. Zbigniew Zamachowski mógł przyjechać tylko na wieczór poświęcony Jerzemu Grzegorzewskiemu. Artyści mieli poważne wątpliwości, czy w czasie ośmiu dni będą w stanie stworzyć choćby krótką, ale artystycznie gotową całość”. Kiedy jednak poprowadzili pierwsze warsztaty aktorskie i zaprezentowali efekty swojej pracy, publiczność pokochała ich od razu.

Studenci Beaty Fudalej pokazali wybrane sceny z pełnych dowcipu, akcji i znakomitych dialogów jednoaktówek Antona Czechowa – Niedźwiedź, Oświadczyny Jubileusz. Autorem ilustracji muzycznej był Marcin Markowicz. Wojciech Malajkat przygotował fragmenty ze Scen z życia małżeńskiego Ingmara Bergmana. Aktorzy grali w ulubionej przez reżysera Sali Maksymiliana, która doskonale oddawała klimat sztuki.

Zbigniew Zamachowski już w następnym roku poprowadził warsztaty z piosenki aktorskiej. Piosenki urozmaiciły i wzbogaciły Festiwal o pełne finezji interpretacje tych najkrótszych kameralnych form muzycznych, łączących dwie części Festiwalu – muzyczną i teatralną.

Mocno zapadła mi w pamięć doskonale wtopiona w klimat Festiwalu sztuka współczesnego kompozytora i dramaturga Bogusława Schaeffera Kwartet dla czterech aktorów, którą mistrzowsko, precyzyjnie, z dużym poczuciem humoru i scenicznej wyobraźni wyreżyserowała Beata Fudalej. Sztuka jest opowieścią o aktorach i ich pracy, jest rozważaniem o kondycji człowieka w zgiełku i chaosie współczesnego świata. To rodzaj zabawy, w którą wpisane są różne konwencje teatralne – aktorzy uprawiają akrobatykę, śpiewają, wygłaszają monologi, wypowiadają też dialogi o czysto muzycznej strukturze. Człowiek jest instrumentem, który gra lub na którym można grać.

Kwartet… tak się podobał publiczności, że trzeba było powtarzać spektakl, by inni chętni również mogli go obejrzeć. Żyje dalej poza Festiwalem, grany na innych scenach przez tę samą grupę aktorów, których połączyły warsztaty na Zamku w Książu. 

Aktorscy mistrzowie każdego roku wspierają Festiwal i studentów swoją pracą twórczą. Rzetelnie zaznaczają, że spektakle i pokazy to tylko „otwarte próby”, ledwo szkice całości, nad którymi trzeba jeszcze solidnie popracować. Takie „szkice” oglądałabym chętnie w Warszawie, są bowiem nie tylko pełne młodzieńczej pasji, mocy, energii i siły, lecz stanowią także znaczną artystyczną wartość.

„Idźcie dalej, róbcie, nie bójcie się”

Mimo że Festiwal Ensemble zdobył uznanie publiczności, artystów, władz miasta, ba, nawet z Kancelarii Prezydenta zaczęły przychodzić osobiście podpisane przez Prezydenta listy pełne uznania i podziękowań, dyrektor artystyczny Marcin Markowicz szukał dalej. Od dłuższego czasu pragnął, by dołączył do Festiwalu Jakub Jakowicz, którego ekspresyjne granie znają słuchacze z sal koncertowych świata. „Kuba jest skrzypkiem cały czas poszukującym i eksperymentującym – mówi Marcin Markowicz – nawet w najmniejszym stopniu nietknięty jest rutyną. Próbuje wszystkiego – gra solo, w mniejszych i większych zespołach – Zehetmair Quartet i Lutosławski Quartet. Gra również jako solista z zespołami muzyki dawnej. Podobnych cech wymaga od studentów, nakłania ich do poszukiwań i odnajdywania w nich samych siebie, własnym przykładem bardzo ich inspiruje”. Dyrektor Markowicz uwielbia jego grę, dlatego bardzo chciał, by także na Zamku w Książu rozlegały się cudowne dźwięki jego skrzypiec.

I udało się. Zajęty koncertami muzyk znalazł czas, przyjechał i został na dobre. Jest tu, obok Marcina Markowicza, najmłodszym profesorem, chociaż od tego roku pałeczkę tę przejmie jeszcze młodsza Agata Szymczewska. Niezwykle utalentowana artystka, laureatka prestiżowych konkursów (w 2006 roku I nagroda i Złoty Medal w XIII Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu; w 2009 roku nagroda London Music Masters 2009), występująca w słynnych salach koncertowych na całym świecie, asystentka w Akademii Muzycznej w Poznaniu, przyjechała do Książa w 2010 roku w charakterze… studentki. I tak jej się spodobało, że od tego czasu jest stałym gościem kolejnych edycji Festiwalu. 

„Agata jest fantastyczna – mówi Marcin Markowicz – cieszę się, że do nas dołączyła. To niezwykle utalentowana skrzypaczka i doskonały kumpel – gra z nami nie tylko na koncertach, ale i… w piłkę nożną. To nasze ulubione zajęcie w chwilach wolnych od prób i koncertów. Maleńka, drobniutka, a na boisku – tak jak i na scenie – jest jak taran, taką ma siłę i energię. Agata uwielbia sport, ogląda każdy mecz, nie tylko piłki nożnej, również tenisa, siatkówkę, boks, skoki narciarskie. Jest niesamowita”. Sportowe fascynacje muzyków dotyczą nie tylko młodej generacji. Kiedy na VII Festiwal miał przyjechać jeden  z legendarnych pianistów kameralistów Bruno Canino, grający z takimi mistrzami jak Itzhak Perlman, Cathy Berberian, Jan Vogler czy David Garrett, podczas ustalania warunków przyjazdu miał tylko jedną prośbę, by w niedzielę nie było prób, ponieważ tego dnia jest w telewizji transmisja na żywo z wyścigów samochodowych Formuły 1. Podobnym pasjonatem Formuły 1 jest Bartek Nizioł.

Dyrektor artystyczny Marcin Markowicz cały czas wzbogaca muzyczne brzmienie Festiwalu. W 2010 roku pojawił się obój i jeden z najlepszych oboistów w Polsce Sebastian Aleksandrowicz, zwany przez przyjaciół Sasza, solista orkiestry Teatru Wielkiego- -Opery Narodowej w Warszawie, występujący gościnnie jako pierwszy oboista Filharmonii Wrocławskiej, koncertujący jako solista i kameralista w wielu krajach. Od dwóch lat Sasza współpracuje również przy organizacji Festiwalu, a jego zaangażowanie jest nieocenione.

Kiedy na VIII edycję dojechał kontrabasista Roman Mosler, a w następnym roku Tomasz Januchta, utworzono orkiestrę festiwalową, prezentując publiczności niegrane dotychczas na Festiwalu utwory, m.in. czysto orkiestrowe Trzy utwory w dawnym stylu Henryka Mikołaja Góreckiego czy kameralny, słynny Kwintet fortepianowy A-dur «Pstrąg» Franza Schuberta.

Międzynarodowej sławy wiolonczelista Mats Lidström, który dołączył do grona profesorów Festiwalu w ubiegłym roku, podobnie jak wszyscy jego uczestnicy, połknął bakcyla zamkowych kursów w Książu i jak mówi Marcin Markowicz, „doskonale wpisuje się w szaleńczą atmosferę Festiwalu. Studenci go uwielbiają, uczy genialnie. Ma niezwykłe pomysły interpretacyjne, a jego osobowość i gra są niesamowicie inspirujące”.

Osobowość lidera

Dyrektor artystyczny Festiwalu ma dla wszystkich ciepłe słowa. Nic dziwnego, mówi przecież o swoich mistrzach, przyjaciołach, kolegach, o ludziach, których kocha, szanuje i ceni, o tych, z którymi już przez tyle lat współtworzy i współorganizuje to niezwykłe wydarzenie muzyczne, daleko od zgiełku świata, na wysokim zamku, nad drzewami.

O sobie i swych kompozycjach rzadko się wypowiada, uważając, że muzyka będąca przekazem sama musi o sobie mówić; bardziej interesuje go, co odnajdują w niej ludzie.

Mats Lidström tak oto mówi o kompozycjach Marcina Markowicza: „Na ubiegłorocznym Festiwalu miałem przyjemność wykonywać jeden z utworów Marcina. W rezultacie nie wyobrażałem sobie przygotowań do tegorocznej edycji bez pracy nad jego kolejnym utworem. Prosiłem o to? Nie! Nalegałem! Oto, czym mierzyć piękno muzyki Marcina: nigdy jej dosyć. To kompozytor wymarzony dla muzyka. W jego utworach – strukturze, brzmieniu – odczuwalne są czystość oraz autentyzm. On sam ciepły, przyjacielski, dowcipny stanowi gwarancję znakomitości każdej kolejnej kompozycji”.

Koledzy muzycy cenią go bardzo, jego wszechstronne zainteresowania, wiedzę, własny styl, bogatą osobowość.

„Marcina poznałem na studiach na warszawskiej Akademii Muzycznej – mówi Jakub Jakowicz. – Byliśmy na tym samym roku. Marcin był inny niż reszta kolegów. Miał w sobie spuściznę inteligencką, dzięki czemu szeroko patrzył na świat i nie ograniczał się tylko do grania na instrumencie. Imponował mi swoją wiedzą, interesowały go sztuka, teatr, kino, fotografia, literatura, komponował, znał świetnie Tatry, grywał w kapelach góralskich. Pamiętam moje zdziwienie, gdy zobaczyłem Marcina na zajęciach z kształcenia słuchu, piszącego zadania muzyczne piórem z zielonym atramentem, a nie tradycyjnie ołówkiem. Miał taki krakowski sznyt, sposób bycia i zachowania niesztampowe. Potrafił zaprosić mnie na prywatny pokaz zrobionych przez siebie slajdów, wyciągał do teatru, organizował przeróżne rzeczy, wcześnie bardzo objął odpowiedzialne stanowisko dyrektora Festiwalu w Książu.

Później, gdy połączyło nas wspólne granie w kwartecie, przekonałem się, jak ważna jest dla Marcina muzyka. Jest jego sposobem na wzloty i upadki codzienności, nałogiem i lekarstwem. Zna jej bardzo wiele i ciągle poszerza swoje zainteresowania. Marcina interpretacje wynikają z wiedzy o budowie utworu, harmonii, ogólnej znajomości historii muzyki – to cenne doświadczenie mieć kontakt z jego muzyki pojmowaniem.

Powiedziałbym, że Marcin jest trochę taki jak jego muzyka – odrębny, inteligentny, introwertyczny, z dużymi, skomplikowanymi emocjami”.

Lubią go wszyscy, jest serdeczny, koleżeński, otwarty, żywiołowy i spontaniczny. Na jednym z Festiwali, w czasie wolnym od prób, grał w badmintona tak dynamicznie (jak mówi – zawsze cały oddaje się grze, nawet o przysłowiową marchewkę robi to „na śmierć i życie”), że naciągnął mięśnie prawej ręki i wieczorny koncert musiał przesiedzieć na „ławce rezerwowych”.

Marcin Markowicz przeszedł długą drogę w dziesięcioletniej historii Festiwalu Ensemble w Książu. Dojrzewał i rozwijał się wraz z nim. Dziś jest cenionym artystą i kompozytorem, świetnym pedagogiem, świadomym swych wyborów i działań Dyrektorem Artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Kameralistyki Ensemble im. Księżnej Daisy na Zamku Książ. Na co dzień jest koncertmistrzem w Filharmonii Wrocławskiej oraz II skrzypkiem zespołu kameralnego Lutosławski Quartet. 

Mimo ogromu zajęć jego pracowita natura nie pozwala mu usiąść w miejscu. Prowadzi kursy skrzypcowe i kameralne w Zakopanem, w Materze (Włochy), wcześniej w Ankarze (Turcja), Tongyeong (Korea Płd.), Singapurze. Był jurorem Ogólnopolskiego Konkursu Skrzypcowego im. Grażyny Bacewicz we Wrocławiu (2010 i 2012). Komponuje też muzykę do spektakli teatralnych i filmów: 13 sierpnia ’44 Małgorzaty Bramy oraz Wrzątek Aleksa Casianova. 

„Marcin jest wszechstronny – mówi Maciej Młodawski, wiolonczelista w Filharmonii Wrocławskiej, członek zespołu Lutosławski Quartet – kiedyś była to norma, teraz jest czymś wyjątkowym. Jest dla nas, muzyków, chodzącą encyklopedią, ma dużą wiedzę o utworach, kompozytorach. Lubi się posprzeczać, często prowokuje do dyskusji na każdy temat. On ma w sobie wielką pasję, ale i skromność, która nie pozwala mu, kiedy gra, wyskakiwać przed orkiestrę. W kwartecie to olbrzymia zaleta. Muzycy często lubią zatrzymywać się na detalach – Marcin to łączy, pilnując całości. I robi to doskonale. Ma osobowość lidera”.

Ensemble

Ensemble, jak powiedziano wcześniej, to szeroko rozumiany zespół tworzony przez artystów i wiele innych osób, dzięki którym Festiwal powstał, trwa i może rozwijać się dalej. Ensemble to także publiczność, bez której żadna sztuka obyć się nie może. Słuchacze, widzowie, sympatycy, wielbiciele, czasem krytycy, słowem odbiorcy wszystkich artystycznych wydarzeń Festiwalu stanowią jego nieodłączną część. Kiedy mówi się o „rodzinie festiwalowej” z Zamku Książ, nie ma wątpliwości, że stali, dobrze rozpoznawani przez artystów widzowie należą do niej już od lat.

„Brakowało nam w Wałbrzychu muzyki kameralnej – mówi Róża Kuczera, słuchaczka wszystkich edycji Festiwalu. – Przychodzę tu od początku w gronie koleżanek z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Jest nas piątka, razem chodzimy na koncerty, wernisaże, bywamy stale w Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu. Jesteśmy wdzięczne Marcinowi Markowiczowi, że po I Festiwalu, po śmierci ojca, skoczył na głęboką wodę z siostrą i narzeczoną i zdecydował się kontynuować Festiwal. Pamiętam dobrze utwór, który skomponował na cześć ojca. Podziwiam go, jak pięknie potrafił przekazać swe uczucia za pomocą muzyki.

Jesteśmy zachwycone muzyką pojawiającą się każdego roku w repertuarze, nie mamy okazji słyszeć jej w wałbrzyskiej Filharmonii. Tu poznajemy utwory kompozytorów, których do tej pory nie słyszałyśmy, z czego się bardzo cieszymy. Dzięki Festiwalowi możemy też podziwiać wybitnych muzyków. Bartłomiej Nizioł, Jakub Jakowicz, Szymon Krzeszowiec, Kwartet Śląski – nigdy wcześniej nie było okazji słyszeć ich na żywo. Kochamy Paula Guldę, bo gra z takim natchnieniem, że wszystkim się udziela. Razem z nim przeżywamy muzykę.

Ciekawym pomysłem było dodanie części teatralnej. Utrwalił mi się w pamięci monolog Czechowa w wykonaniu Ani Markowicz. Jak ona wspaniale wyraziła rosyjską duszę! Ogromnie mi się podobała. Mam nadzieję, że Festiwal będzie trwał i dalej się rozwijał. Jego organizacja jest z każdym rokiem coraz lepsza. Fakt, że obecnie trzeba zabiegać o wejściówki, by dostać się na koncert czy spektakl, uważam za pozytywny. To są wyjątkowe, wprost ekskluzywne wydarzenia artystyczne, warto więc włożyć trochę wysiłku, by w nich uczestniczyć i wspólnie je przeżywać”. 

Za organizację Międzynarodowego Festiwalu Kameralistyki im. Księżnej Daisy odpowiedzialna jest dyrektor Festiwalu Katarzyna Markowicz, która koordynuje całość tych kameralnych artystycznie, lecz przecież nie organizacyjnie, wydarzeń. Biuro Festiwalu powiększyło się od czasu pierwszych edycji, choć nadal liczy zaledwie kilka osób. A obowiązków jest z każdym rokiem coraz więcej. Przybywa zadań i spraw do załatwienia, także tych niezliczonych, drobnych z pozoru, które składają się na spójny obraz całości. 

Niedawno dołączyła do Biura Festiwalu Anna Biernat odpowiedzialna za produkcję. Nazywają ją producentką choć skromnie dodają, że wszystkie te tytuły, także dyrektorskie czy profesorskie, są konieczną formalnością, nie mają znaczenia, bo wszyscy stanowią jedną wielką rodzinę festiwalową. „Z Anią Biernat, która z zawodu jest badaczką społeczną, znamy się jeszcze z harcerstwa – mówi Katarzyna Markowicz – wspólnie prowadziłyśmy kolonie i sprawdziłyśmy się w każdych warunkach. Od lat po przyjacielsku pomagała nam przy wielu projektach festiwalowych. Jest dla nas nieocenioną pomocą, rozumiemy się doskonale, dzięki czemu praca przy organizacji Festiwalu idzie sprawnie i efektywnie”.

Marcinowi Markowiczowi odpowiedzialnemu za część artystyczną Festiwalu, na którą składają się dobór repertuaru, profesorów, studentów oraz codzienne opracowanie harmonogramu prac i koncertów, pomagać będzie od tego roku Grzegorz Skrobiński, pianista, asystent na Uniwersytecie Muzycznym w Warszawie, wielokrotny uczestnik Festiwalu. Nie chcąc rozstawać się  z Książem i jego wyjątkowo przyjazną, twórczą atmosferą, dołączył do grona profesorów. Zajmie się koncertami popołudniowymi, które od tego roku wprowadzono do programu. 

Część aktorską koordynuje Anna Markowicz, dziś aktorka współpracująca z Akademią Teatralną w Warszawie w charakterze asystentki Zbigniewa Zamachowskiego. To ona omawia szczegóły organizacyjne i artystyczne z profesorami, zbiera zgłoszenia studentów, konsultuje je z profesorami, pilnuje podziału grup przygotowujących na Zamku Książ swoje mini spektakle. Lubi tę pracę i wykonuje ją z pełnym zaangażowaniem, jak wszystko, co wiąże się z teatrem i sztuką.

Katarzyna Markowicz i cały zespół organizatorów zawsze mają mnóstwo nowych pomysłów i planów. Wylicza je jednym tchem i marzy, by na wszystko znalazło się dofinansowanie. Szczęśliwie gospodarze Wałbrzycha doceniają wartość tego wyjątkowego w skali całego kraju Festiwalu, który jednocześnie promuje miasto i region, przyciągając do Zamku Książ coraz większą rzeszę zainteresowanych. Wspomagają więc Festiwal Ensemble zarówno finansowo, jak i organizacyjnie, ciesząc się, że mogą zaproponować swoim mieszkańcom stałe, cykliczne wydarzenia artystyczne na najwyższym poziomie.

Duże znaczenie ma tutaj zaangażowanie Wałbrzyskiego Ośrodka Kultury, który od 2006 roku współpracuje przy organizacji Festiwalu, reprezentując go instytucjonalnie.

Dobra, wartościowa sztuka zawsze może liczyć na wsparcie ze strony Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Minister wraz z Prezydentem Wałbrzycha i Marszałkiem Województwa Dolnośląskiego przystąpili do komitetu honorowego  Festiwalu. Kiedy mówimy o dobrej i przyjaznej atmosferze Festiwalu, warto podkreślić, że już od początku jego istnienia gospodarze i organizatorzy Festiwalu – Gmina Wałbrzych, Urząd Miasta, Zamek Książ i Wałbrzyski Ośrodek Kultury – mocno wierzyli w jego sens i założenia programowe. Duża przychylność, pomoc i zaangażowanie wałbrzyszan przy tworzeniu każdej kolejnej edycji była podstawą narodzin „festiwalowej rodziny” i ma swój znaczny udział w radości świętowania jubileuszowego X Festiwalu.

Wizualne oblicze Festiwalu, jego swoista wizytówka, to wysokiej jakości artystycznej programy, plakaty i druki zaprojektowane w większości przez krakowskiego projektanta – Jakuba de Barbaro. Wiele osób zbiera je skrzętnie jak warte kolekcjonowania dzieła sztuki. Organizatorzy dbają o odpowiedni, artystyczny przekaz wszystkich festiwalowych informacji, które Jakub de Barbaro zawiera w pełnych treści, często humoru formach gra cznych i skrótach plastycznych. Synteza sztuk jest dla Katarzyny Markowicz, podobnie jak kiedyś dla Marka Makowicza, dodatkową wartością wzbogacającą odbiorców o nowe treści i emocje.

Nieustanny wir

Zainteresowania i fascynacje sztuką Katarzyny Markowicz mają solidne podłoże – studiowała historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, a po jej ukończeniu współpracowała krótko z Muzeum Narodowym. Koleje losu spowodowały, że w wieku 21 lat została dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu Kameralistyki im. Księżnej Daisy. Duże wyzwanie i odpowiedzialność, choć spadły na nią nieoczekiwanie, nie przestraszyły jej. Przeciwnie, raczej dodały skrzydeł.

Pochodzi z rodziny wielkich społeczników, miłośników nauki i badań nad nią. Rodzice są psychologami, ojciec był współzałożycielem Fundacji Synapsis – ośrodka niesienia pomocy osobom z autyzmem i ich rodzinom, działa też w organizacji Ashoka Polska – Innowatorzy dla Dobra Publicznego. Obecnie pracuje na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie prowadzi badania naukowe. Żyłkę działacza i organizatora ma także starszy brat Tomasz, geolog, pasjonat, który nieustannie organizuje giełdy i konferencje dotyczące minerałów. Jest też współorganizatorem Lwóweckiego Lata Agatowego w Lwówku Śląskim. Jego marzenie – muzeum kryształów i kamieni szlachetnych w Wieliczce – „skrystalizowało się” i bliskie jest realizacji.

Umiejętności organizatorskie i chęć pracy dla innych Katarzyna Markowicz ma więc niejako naturalnie. Stara się być perfekcjonistką z nieustanną potrzebą dokształcania się. Ukończyła podyplomowe Studia Menedżerów Kultury w Warszawie, by z solidnie ugruntowaną wiedzą sprawniej i pewniej prowadzić swe działania. „Drugi Festiwal, zaraz po śmierci taty Marcina – mówi Katarzyna Markowicz – był totalnym żywiołem, pomagali nam wszyscy: władze miasta, profesorowie, studenci. Nigdy nie zapomnę tej atmosfery życzliwości, serdeczności i spontaniczności. Na kolejnych dwóch edycjach uczyliśmy się na naszych błędach, stopniowo nabywaliśmy doświadczenia, szło coraz lepiej i lepiej. Teraz czuję się znacznie pewniej, ale gdy zbliża się Festiwal, zawsze mam tremę, czy wszystko dobrze pójdzie, czy nie przytrafi się coś, czego nie przewidziałam lub nie mogłam przewidzieć. Wystarczy na przykład, że któryś z muzyków w wolnym od ćwiczeń czasie zbyt żywiołowo będzie grał w piłkę, skręci rękę lub nogę i problem gotowy. To się zdarza. Na szczęście zawsze możemy liczyć na pomoc prezydenta miasta, który wspiera nas także i w takich sytuacjach”.

Każdy kolejny Festiwal planowany jest z rocznym wyprzedzeniem, czasem nawet z dwuletnim – na przykład kiedy któryś z profesorów nie może przyjechać, mając inne zobowiązania artystyczne, zaprasza się go kilka lat później. To wielka praca, setki szczegółów, które trzeba zaplanować i wykonać. Przeglądam precyzyjnie rozpisany na każdy miesiąc roczny harmonogram działań festiwalowych. Spotkania w sprawie budżetu, rozmowy ze sponsorami, kontakty z mediami, przygotowanie materiałów promocyjnych, druk plakatów, programów, billboardów, zaproszeń, wejściówek, rezerwacje biletów lotniczych, noclegów, wyżywienia, załatwienie scenografii, kostiumów, reflektorów, podestów – to tylko niewielka część z ogromnej listy „spraw technicznych” do załatwienia, nie wspominając o liście „spraw artystycznych”, także długiej, rozpisanej na miesiące przygotowań. „Wir, nieustanny wir – mówi Katarzyna Markowicz. – Żyjemy między miastami, mieszkamy we Wrocławiu, mama Marcina w Krakowie, moi rodzice w Warszawie. Dużo podróżujemy: Marcin z koncertami (jest też gościnnym koncertmistrzem w Orkiestrze Akademii Beethovenowskiej w Krakowie), ja jako menedżer Lutosławski Quartet jeżdżę z nimi w niektóre trasy koncertowe po kraju i świecie. Wyjazdy stanowią również integralną część mojej pracy w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Nasz dwuletni syn Leon wędruje z nami, kiedy tylko jest taka możliwość. Trochę jest to żywot tułacza, ale cóż, taki żywot muzyka i mój – organizatora wydarzeń kulturalnych. Nielekki, przyznaję, mimo to nie zamienilibyśmy go na inny”.

***

Wielka jest siła muzyki i wielki jest duch ludzi, którzy ją tworzą, uprawiają i upowszechniają. Od dziesięciu lat, niemal każdego roku, jadę setki kilometrów do Zamku Książ na kolejne edycje Międzynarodowego Festiwalu Kameralistyki im. Księżnej Daisy, by słuchać i przeżywać mistrzowsko graną muzykę, która głęboko zapada w pamięć, duszę i serce. Ten niezwykły Festiwal – zrodzony z marzeń jednego człowieka, zbudowany pracą, pasją i miłością do muzyki kilku osób, które stworzyły tu zespół i „rodzinę” – jest magiczny, tak jak magiczne są Zamek Książ, dobry duch Księżnej Daisy i… Marka Markowicza.

Barbara Ryży

Organizator

Partnerzy

Patronat medialny

Opieka medialna